Łysica — Góry Świętokrzyskie


Korona Gór Polski / poniedziałek, Lipiec 1st, 2019

Łysica to najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich i tym samym pierwszy szczyt na liście KGP. Calutkie 612 metrów majestatu 😉 To także jedyna góra znajdująca się w tej części kraju. Nasze zdobywanie Korony postanowiliśmy zacząć symbolicznie właśnie od niej.

To był niesamowicie upalny dzień, w dodatku zaraz po licznych ulewnych deszczach. 34 stopnie w cieniu i wizja komarów pędzących za nami całą chmarą — to nie brzmiało zachęcająco. Prawdę mówiąc, gdyby nie fakt, że dwa miesiące wcześniej zarezerwowaliśmy już sobie nocleg w pobliskim Cisowie, pewnie przełożylibyśmy zdobywanie Łysicy na inny termin. W tej sytuacji jednak byliśmy niejako zmuszeni przestać marudzić, zaopatrzyć się w mniej lub bardziej gustowne nakrycia głowy oraz środki na komary i ruszyć na podbój królowej Gór Świętokrzyskich.

Wyprawę zaczynamy od Świętej Katarzyny. To nieduża miejscowość otoczona lasami, najbardziej znana z zabytkowego klasztoru bernardynek oraz kościoła św. Katarzyny. Mieści się tu także ośrodek wypoczynkowy Jodełka, i to tu właśnie, na sporym parkingu, można zostawić samochód. Miła pani z ośrodka, zapytana o wysokość opłaty, mówi, że płacić nie trzeba. Pryskamy się zatem obficie specyfikami na komary i ruszamy wzdłuż głównej drogi na lewo od parkingu. Kilka minut później znajdujemy się już przy wejściu do parku narodowego. Należy tu zapłacić za wstęp (bilet normalny kosztuje 7 zł) i można już zaczynać godzinną wędrówkę czerwonym szlakiem.

Nie zapominajmy jednak o postojach! Okazja do pierwszego nadarza się niemalże od razu, przy źródle św. Franciszka. Woda z tego zbiornika ma stałą temperaturę — zimą nie zamarza, w lecie przyjemnie chłodzi. W tak upalny dzień schłodzenie choćby samych dłoni zimną wodą to prawdziwy luksus. Woda nadaje się do picia, tak więc można od razu napełnić butelkę.

Studzienka i kapliczka znajdujące się obok źródła.

Szlak wiedzie cały czas lasem, co ma swoje dobre i złe strony — rozpasane słońce aż tak nie grzeje, za to komary rzeczywiście zaczynają się pojawiać. Cuchnidełka w spreju utrzymują je w miarę na dystans, ale przy dłuższych postojach małych paskudztw w powietrzu zbiera się coraz więcej. Na szczęście droga jest łatwa i niezbyt wymagająca — stromizny zdarzają się przede wszystkim na schodach.

Szlak jest w całości zalesiony, więc na widoki można liczyć dopiero na szczycie.

Niedługo potem docieramy na półmetek, oznaczony wyraźnie tabliczką. Teraz szlak staje się coraz bardziej skalisty. Trzeba uważać na kamienie na drodze — przy takiej pogodzie nie sprawiają problemów, ale w zimie lub podczas roztopów mogą stanowić wyzwanie.

„Jak to, już połowa?”
Po drodze można się natknąć na taką sztukę.

Im wyżej się wspinamy, tym częściej zauważamy prześwity między drzewami. W końcu po lewej zauważamy spory fragment terenu — bezdrzewny, za to gęsto usiany skalnymi odłamkami. To gołoborze, sygnał, że jesteśmy już prawie u celu.

I rzeczywiście, zaraz za imponującym skalnym rumowiskiem wyrasta szczyt wraz ze swoim charakterystycznym drewnianym krzyżem. Można usiąść i odpocząć, jest kilka ławeczek. Jest także słupek z tabliczką — wybitnie chybotliwy i niefotogeniczny. Trzeba sobie jednak pod nim zrobić fotkę do książeczki.

No dobra, pierwszy szczyt za nami! Najniższy i na pewno jeden z łatwiejszych, ale od czegoś trzeba zacząć. Schodzimy tym samym szlakiem w stronę parkingu i zastanawiamy się, gdzie udać się na obiad. Można oczywiście poszukać czegoś w Świętej Katarzynie, ale my decydujemy się wpaść do Kielc, ponieważ nigdy jeszcze nie byliśmy w tym mieście. To doskonała okazja, żeby tam zajrzeć.

W Kielcach najbardziej podobały mi się… latarnie uliczne. No i kurtyny wodne, rzecz jasna.
Po zdobyciu małej górki chyba należy nam się mała pizza? Na przykład w Małej Restauracji GREEN na ul. Sienkiewicza w Kielcach.
Poranek w Leśnym Dworku w Cisowie i oczko wodne pełne żab. Cały album mam zapełniony tymi żabami!
Obowiązkowy kot tej wyprawy przytrafił się nam dopiero po śniadaniu w ośrodku.
Pora w końcu wracać na południe. Ale może najpierw mały postój w zamku w Chęcinach?

Podsumowanie

Łysica — 612 m n.p.m
Poziom trudności: 1/5
Suma podejść: 251 m
Suma zejść: 17 m
Szlak: czerwony
Czas przejścia: 1 h
Parking: ośrodek wypoczynkowy Jodełka w Świętej Katarzynie
Pieczątki: ośrodek wypoczynkowy Jodełka w Świętej Katarzynie; budka znajdująca się przy wejściu do parku narodowego
Opłaty: wstęp do parku narodowego — 7 zł (bilet normalny)

2 Replies to “Łysica — Góry Świętokrzyskie”

Pozostaw odpowiedź NaturaLapsea Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.