Puszcza Niepołomicka — jedno z moich miejsc na ziemi


Pomysły na wycieczki / piątek, Lipiec 5th, 2019

Puszcza Niepołomicka zawsze była szczególnie bliska mojemu sercu. Jako dziecko spędzałam w niej bardzo dużo czasu i choć niewiele z tego pamiętam, w jakiś sposób we mnie wrosła i dała początek mojej miłości do lasów. Dlatego też jest dla mnie takim trochę domyślnym miejscem odpoczynku — kiedy mamy akurat wolny weekend albo wieczór w tygodniu, często pada zdanie „A może byśmy tak pojechali choć na chwilę do puszczy?”.

Miejsce to jest znane większości mieszkańców Małopolski. To ogromny kompleks leśny o powierzchni ok. 100 kilometrów kwadratowych. Pierwsze wzmianki na jego temat pojawiają się już w XIII w. Obecnie jest znana przede wszystkim dlatego, że jest to jedno z niewielu miejsc w Polsce, w którym do dziś można spotkać żubry. Znajduje się tutaj także wiele szlaków pieszych oraz rowerowych, nic zatem dziwnego, że puszcza cieszy się dużą popularnością. Jest to jednak na tyle rozległe i zróżnicowane miejsce, że w każdych oczach na pewno wygląda ono inaczej.

Puszcza Niepołomicka — magiczne królestwo sosen.

Kiedy myślę o Puszczy Niepołomickiej, przede wszystkim stają mi przed oczyma sosny — moje ulubione drzewa. Wysokie i dumne, zachowujące zieleń przez cały rok, dzięki czemu las wygląda pięknie i żywo nawet w najbardziej paskudny, styczniowy, szary dzień. Wiosną z kolei ich czerwonobrązowe pnie stanowią wspaniały kontrast dla budzącej się świeżej zieleni. A dodatkowo sypiące się z nich igliwie tworzy pachnący, miękki dywan na tutejszych ścieżkach. Sosen po prostu nie da się nie lubić!

Wiecznie żywe sosny, czyli jak znaleźć zieleń w zimie.

Druga rzecz, która od razu przychodzi mi na myśl w kontekście puszczy, to jej niesamowity spokój. Bywa, że przyjeżdżam tam po to, żeby ochłonąć po ciężkim dniu czy tygodniu i prawie namacalnie czuję, jak las zdejmuje mi problemy z głowy. Może to przez te sięgające nieba sosny, a może z powodu samego wieku lasu, to miejsce jest po prostu przesiąknięte wielowiekową mądrością i stoickim spokojem. Te drzewa trwają i będą trwać niezależnie od nas, nasze osiągnięcia i porażki są im całkowicie obojętne. Dla lasu nikt nigdy nie jest zbyt brzydki czy za mało fajny, każdy może tu przyjść i wsłuchać się niezwykłą harmonię szumu drzew, śpiewu ptaków i codziennego rytmu życia najróżniejszych stworzeń. To miejsce wspaniale wycisza i pozwala zresetować umysł, jeśli tylko człowiek da mu przemówić. Ponadto puszcza jest świetna do obserwowania zwierząt — między drzewami często można przyuważyć stado saren, tu i ówdzie drogę przebiegnie wiewiórka, a drzewa potrafią całkowicie niespodziewanie zabrzmieć rytmicznym stukaniem dzięcioła. Pamiętam zresztą kiedyś, że przyjechałam tu na chwilę odpocząć od hałasu, bo w naszym bloku trwał remont. Usiadłam na kocu pod drzewem, otworzyłam książkę… i w tym momencie moja podpórka zaczęła drżeć i stukać, a na otwarte strony posypały się kawałki kory. To dzięcioł wyżywał się na drzewie — najwyraźniej tego dnia absolutna cisza nie była mi pisana 😉

Motylka naprawdę nie obchodzi, ile ważysz i jakie nosisz ciuchy. Siedzi sobie i jest śliczny. Zatrzymaj się i popatrz!

Puszcza jest łatwo dostępna z Krakowa i okolic — można do niej dojechać w trzydzieści parę minut autostradą, w zależności od tego, gdzie chcemy zaparkować. My najczęściej przyjeżdżamy pod bar Smak, gdzie znajduje się dość spory parking. W słoneczne weekendy dość szybko się zapełnia, ale w razie braku miejsca można wrócić się około kilometr wcześniej w stronę Szarowa, na jeszcze większy parking urządzony bezpośrednio w lesie. Trzeba tylko zachować ostrożność, zjeżdżając z głównej drogi do lasu — już dwa razy widzieliśmy w tym miejscu stłuczkę, bo niektórzy kierowcy potrafią tutaj pędzić i nie zawsze zauważają, że ktoś szykuje się do skrętu w lewo.

Czarny Staw — największy zbiornik wodny znajdujący się na terenie puszczy. Można tu dojść pieszo lub przyjechać rowerem od leśnego parkingu przy miejscowości Damienice.

A skoro już o barze Smak mowa… Na pierwszy rzut oka może nie wzbudzać zbyt wielkiego entuzjazmu (choć to już kwestia gustu — ja osobiście jestem zakochana w takich przydrożnych, leśnych chatynkach), ale wewnątrz czeka spore zaskoczenie. Bar ten istnieje od 1992 roku i można w nim naprawdę dobrze i smacznie zjeść. Na co dzień nie przepadam za typowo polską kuchnią, ale tutaj zawsze wszystko jest pyszne. Swego czasu byliśmy praktycznie uzależnieni od tutejszego barszczu z krokietem 😉 No i wiadomo — piwo pod parasolem w lesie zawsze smakuje lepiej. Uwaga nr 1: jeśli nic się nie zmieniło, to można tu płacić tylko gotówką. Uwaga nr 2: porcje są olbrzymie! A jeśli ktoś chciałby spróbować czegoś innego, to jakieś 300 metrów dalej znajduje się meksykańska restauracja La Venta — trzeba po prostu podejść kawałek chodnikiem w stronę Niepołomic. To już trochę bardziej „cywilizowane” miejsce, z dużą kartą, sporym wyborem drinków i bardzo dobrymi deserami. Bardzo przyjemnie jest się tu rozsiąść po długim spacerze leśnymi ścieżkami.

Nie ma szans, żeby ktoś wyszedł stąd głodny 😉
Komu naleśniki z malinami?

Ale to dopiero początek kulinarnych cudów tej okolicy… Wiecie, gdzie znajdują się najlepsze lody w Krakowie? Wcale nie na Starowiślnej ani nie w sieciówkach typu Good Lood, do których zawsze ustawiają się długaśne kolejki. Najlepsze lody w Krakowie są… naprzeciwko kościoła w Niepołomicach 😉 Jeśli zaparkujemy pod barem Smak, to możemy sobie zrobić dwukilometrowy spacer przez las, a następnie aleją Dębową i ulicą Piękną dotrzeć do lodziarni Ambrozja, zwanej przez wielu „Lodami u Goryla”. To tutaj odbywają się legendarne posiadówki, podczas których ścigamy się, kto wrzuci w siebie więcej gałek (mój rekord to skromne sześć). Lody są tu bardzo dobre, naturalne, bogate i naładowane dodatkami. No i w razie czego zawsze można wydłużyć spacer o dodatkową pętelkę po lesie, na wypadek gdyby ktoś czuł potrzebę zbicia trochę z tych pysznych kalorii 😉 Ale to nie wszystko: od pewnego czasu na parkingu pod barem Smak pojawia się konkurencja w postaci dwóch przemiłych pań sprzedających tradycyjne lody. Przyjeżdżają tylko w weekendy i mają nieco mniej smaków w ofercie, ale również warto się tu zatrzymać. Jeśli traficie na kokosowe, to koniecznie spróbujcie — są obłędne!

Można tak…
…a można inaczej.
A można też przyjechać z samego rana i zjeść tutaj śniadanie, na jednym z licznych stolików…
…albo bezpośrednio na trawie.

Jeśli zatem mieszkacie w okolicy i czujecie się wykończeni, to gorąco polecam znaleźć chwilę i przyjechać tutaj, aby nasycić oczy zielenią i pozwolić szumowi drzew wywiać z Waszych głów zmartwienia. A jeśli wręcz przeciwnie, macie nadmiar energii i musicie ją jakoś rozładować, to tutejsze niekończące się ścieżki na pewno Wam w tym pomogą 😉 Do zobaczenia!

One Reply to “Puszcza Niepołomicka — jedno z moich miejsc na ziemi”

Pozostaw odpowiedź NaturaLapsea Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.