5 najlepszych miejsc spacerowych w Nowej Hucie


Pomysły na wycieczki / niedziela, Sierpień 4th, 2019

Z czym zwykle kojarzy się ludziom Nowa Huta? Pierwszym i oczywistym skojarzeniem jest oczywiście Kombinat, czyli huta stali, od której dzielnica ta wzięła swoją nazwę. Następne w kolejności hasła to sypialnia Krakowa, architektura socrealistyczna, relikt PRL-u. Raczej mało kto kojarzy Nową Hutę z zielenią, naturą, miejscami do spacerowania. A w sumie szkoda.

Burza nadciągająca nad Łąki Nowohuckie.

Nowa Huta ogólnie nie cieszy się najlepszą opinią. Mówi się, że jest tu szaroburo, staroświecko i niezbyt bezpiecznie. Oczywiście wszystko jest względne i na pewno groźne sytuacje tutaj również się zdarzają, ale dotyczą one głównie kibolskich porachunków, czyli czegoś, co jest bolączką w każdym większym mieście. Kiedy spojrzymy na statystyki przestępczości, okazuje się, że to właśnie Nowa Huta jest najbezpieczniejszą dzielnicą Krakowa, głównie z tego względu, że zamieszkują ją przede wszystkim ludzie starsi. Szare bloczki może niekoniecznie są najbardziej atrakcyjnym miejscem do zamieszkania, nie da się jednak nie zauważyć, że w dzielnicy tej panuje ład przestrzenny i harmonia, której na próżno szukać w bardziej nowoczesnych częściach miasta. Podczas gdy reszta Krakowa zmaga się z istną plagą deweloperki, która upycha nowe bloki, gdzie tylko się da, tutaj od kilkudziesięciu lat jest z tym spokój. Niektórzy zachwycają się architekturą z czasów PRL-u: centrum zbudowanym według zasad miasta idealnego, niską zabudową oraz elementami modernistycznymi. Inni wśród zalet Nowej Huty podkreślają rozbudowaną infrastrukturę, liczne sklepy i place handlowe, na których wiecznie panuje ruch. Dla mnie jednak najważniejszą zaletą tej części Krakowa jest jej zielony charakter oraz duża liczba pieszych ścieżek. Bo owszem, można podziwiać tutejszą architekturę, jednocześnie harmonijną i zróżnicowaną, w której modernizm splata się z neoklasycyzmem. Jednak dla mnie spacer oznacza przede wszystkim spotkanie z naturą. A takich miejsc — zielonych, pełnych przyrody, czasem dzikich i nieuporządkowanych — jest tutaj wbrew pozorom naprawdę dużo.

1. Zalew Nowohucki

Zalew Nowohucki to miejsce tak znane i popularne, że trudno tu mówić o ukrytym klejnocie, jednak w kontekście Nowej Huty po prostu nie można o nim nie wspomnieć. Ten zbiornik wodny już od lat 50. ubiegłego wieku służył jako miejsce wypoczynku dla mieszkańców. Także dzisiaj kolejne pokolenia nowohucian przychodzą tutaj, aby odetchnąć i nacieszyć się naturą. Od kilku lat miejsce to coraz bardziej się rozwija — zainstalowano tu różne urządzenia sportowe, hamaki, leżanki, a nawet karmniki dla kaczek. Prowadzone są także prace nad plażą oraz tężnią solankową. W lecie odbywają się tu pikniki i różne wydarzenia kulturalne za sprawą inicjatywy Bulwar(t) Sztuki. Jednak jeśli ktoś nie przepada za tłumami, wcale nie musi omijać zalewu szerokim łukiem — wystarczy przekroczyć Dłubnię, aby odnaleźć plątaninę dzikich ścieżek, z których jedna prowadzi do dworku Jana Matejki, pozostałe zaś wiją się między drzewami bądź też zawijają się wzdłuż potoku Młynówka. Nie ma tu latarni ulicznych, zatem miejsce to jest także dobre do podziwiania gwiazd.

W sezonie po zalewie można popływać kajakami lub rowerkami wodnymi. W tle scena Bulwar(t)u Sztuki.
Jesienią jest tu równie pięknie.
Rzadki widok, ale się zdarza — zamarznięty zalew robiący za deptak.
Zimowy spokój Dłubni.
Dworek Jana Matejki jest oddalony od zalewu o zaledwie parę minut drogi.
Lody u Babci Lucyny — niepozorna budka usytuowana zaraz obok wypożyczalni sprzętu wodnego. Szczególnie polecam te o smaku delicji pomarańczowych, są przepyszne!

2. Łąki Nowohuckie

Łąki Nowohuckie to również dość znane miejsce, którego nie sposób nie zauważyć — duży zielony placek rozciąga się na mapie, oddzielając Nową Hutę od Łęgu. Nie każdy jednak wie, jak eksplorować ten teren. Sama do niedawna nie wiedziałam i usiłowałam dostać się tutaj od strony Nowohuckiego Centrum Kultury, czego nie polecam, bo tutejsze zejście jest dość strome i prowadzi w zasadzie donikąd, prosto w mokradła pełne much 😉 Teraz już wiem, że najlepiej zacząć spacer od ulicy Padniewskiego, która prowadzi do wygodnej żwirowej ścieżki, będącej szlakiem zarówno pieszym, jak i rowerowym. Można tu podziwiać liczne gatunki roślin, w tym na przykład wiekowe dęby, jabłonie i śliwy. Miejsce to jest także domem dla wielu ptaków. Mnie z kolei najbardziej pociąga tutaj przestrzeń i horyzont, którego tak bardzo brakuje mi w miejskim krajobrazie — tutaj oczy mogą wreszcie odpocząć. Łąki są najsłabiej przeze mnie wyeksplorowanym punktem na tej liście, ale zamierzam tu częściej zaglądać, bo stanowczo są tego warte.

Szara, smutna i kompletnie nieciekawa Nowa Huta.
Molo i morze zieleni.

3. Zalewy Zesławickie

Nie każdy natomiast kojarzy, że Zalew Nowohucki to nie jedyny zbiornik wodny znajdujący się w tej okolicy. Dwa kolejne zalewy, także połączone z rzeką Dłubnią, można znaleźć nad Bieńczycami, niedaleko osiedla Piastów i ogródków działkowych. Miejsce to, chociaż moim zdaniem bezkonkurencyjnie wygrywa dziką urodą z bardziej znanym Zalewem Nowohuckim, nie jest aż tak popularnym kierunkiem spacerowym w Nowej Hucie, choć w sezonie letnim można tu się czasem natknąć na wędkarzy oraz rozpalone grille. Bardzo lubię tu przychodzić i oglądać mieszkające tu kaczki i łabędzie. Nie ma tu żadnej infrastruktury, stare betonowe płyty powoli zarastają chwastami, a w wielu miejscach w ogóle nie ma nic poza ubitą ścieżką, która w deszczowe dni zamienia się w błotniste bagno. Sądzę, że prędzej czy później ktoś odkryje potencjał tego miejsca i postanowi je nieco „ucywilizować”, dlatego staram się cieszyć jego nieokiełznaną naturą, póki jeszcze się da.

Cisza i spokój. Czasem tylko z sitowia słychać śmiech kaczek.
Nie trzeba wcale jechać na Mazury, żeby podziwiać zachody słońca nad jeziorem.
W odpowiedniej scenerii nawet komary potrafią wyglądać zachwycająco.
Łabędź tańczy na lodzie.
Jezioro + horyzont + pociągi. Jakoś zawsze lubiłam to połączenie.

4. Lasek Mogilski

Na terenie Nowej Huty znajduje się także las. No, właściwie las to trochę za dużo powiedziane — Lasek Mogilski. Ten charakterystyczny zielony trójkącik na mapie umiejscowiony niedaleko skrzyżowania ulicy Klasztornej z Podbipięty również jest bardzo ciekawym obiektem przyrodniczym. Gęsto zalesiony, stanowi dom dla wielu gatunków ptaków (raz podczas samotnego spaceru udało mi się tu wypatrzeć bażanta), mieszka tu także cała masa mniejszych zwierząt, takich jak żaby, ropuchy czy ślimaki. Wiosną tutejsze polany zamieniają się w dywany usiane kolorowymi kwiatami. Często przychodzę tutaj, kiedy pada deszcz, żeby mimo wszystko nie rezygnować ze spaceru — większość tutejszych ścieżek jest wyasfaltowana, a gęste korony drzew chronią częściowo przed kroplami. Znajduje się tutaj sporo ławek oraz wydzielone miejsce na ognisko, a mimo to tutaj także raczej nie widuje się tłumów ludzi.

Ścieżka prowadząca do drewnianej kapliczki.
Siedziałam na pniu drzewa i czytałam książkę, kiedy nagle spomiędzy drzew wyłonił się on. Przedefilował, stanął na pniaczku i stał tak przez kilka minut, prężąc dumnie pierś, po czym wrócił tam, skąd przyszedł.
W deszczowe dni trzeba bardzo uważać, żeby nie rozdeptać ślimaków przecinających co chwilę asfaltowe, wybrzuszone od korzeni drzew ścieżki.
Nie tylko typowo leśne zwierzęta lubią to miejsce.

5. Park na osiedlu Złotego Wieku

O parkach właściwie nie ma sensu wspominać — na terenie Nowej Huty znajduje się ich całkiem sporo. Zwykle są to typowe osiedlowe parki z placami zabaw, wieczorami i w weekendy gęsto usiane mieszkańcami okolicznych osiedli. Park nad osiedlem Złotego Wieku jest jednak nieco inny: dzikszy, gęsto zalesiony, a w dodatku dzięki swojemu położeniu na wzgórzu zapewniający piękne widoki na okoliczne wioski. W centrum parku znajdują się ruiny fortu Batowice, obecnie służące chyba głównie bezdomnym. Jednak największą atrakcją tego parku są licznie występujące tutaj wiewiórki. Nauczyłam się, że zawsze, kiedy tu przychodzę, mam w plecaku trochę orzechów włoskich. Wiewiórki reagują, kiedy się postukuje orzechami, niektóre są na tyle oswojone, że podchodzą i biorą je z ręki. Mają tu raczej dobre życie, bo schronienie zapewniają im liczne drzewa oraz mało uczęszczany środek parku, z kolei zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał je nakarmić. Bardzo często bywam tu rano przed pracą i prawie za każdym razem natykam się na starszego pana, który ciągnie za sobą cały wózek pełen orzechów, ziarna dla ptaków i wody, którą napełnia porozstawiane po parku miseczki. Ot, taki zwierzęcy bufet 😉 Park ten jest jednym z moich ulubionych miejsc na mapie Nowej Huty, ponieważ jest naprawdę piękny, a poza tym można z niego pójść jeszcze dalej: w lewo na Cmentarz Batowicki (i w kolejne ciekawe ścieżki spacerowe, o których może innym razem), w prawo dzikimi dróżkami w stronę osiedla Bohaterów Września, a całkiem prosto w kierunku ogródków działkowych oraz podkrakowskich wiosek. To miejsce jest pełne dobrej energii i pozwala naładować baterie na cały dzień w pracy, zatem jeśli ktoś mieszka w okolicy, to gorąco polecam.

W zimie warto wstać wcześnie, aby oglądać stąd wschód słońca.
W złocie też mu do twarzy.
Nic tak pozytywnie nie nastraja na cały dzień, jak nakarmienie głodnego futrzaka 😉
„Dobrze, że tam koni nie ma, bo musiałabyś jeszcze suchy chleb nosić”.
Idąc w prawo taką dziką ścieżką, można sobie przedłużyć trasę do Batowic bądź też nawet do Zalewów Zesławickich, jeśli ktoś ma ochotę na dłuższą wyprawę.

Te pięć propozycji oczywiście nie wyczerpuje tematu wędrówek po Nowej Hucie i okolicach. Myślę jednak, że wystarczająco udowodniłam, że ta dzielnica to nie tylko szare bloki, PRL i kopcące kominy. Jak widać, tutaj także jest mnóstwo miejsc, w których można się porządnie zmęczyć, zedrzeć niejedne buty, wpaść w pokrzywy bądź też nałapać bąbli od komarów 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.