Recenzja książki „Mówiąc inaczej” Pauliny Mikuły


Recenzje / środa, Sierpień 21st, 2019

Język polski nie jest prosty. Wszyscy o tym doskonale wiemy, ba, nawet się tym szczycimy. I speak Polish — what’s your superpower? Mimo iż mówimy tym językiem od urodzenia, każdemu z nas zdarza się popełniać błędy, mówić niestarannie bądź też po prostu zagubić się w gąszczu skomplikowanych zasad. Może zatem warto odświeżyć sobie podstawy poprawnej polszczyzny?

Autorką książki „Mówiąc inaczej” jest Paulina Mikuła, która prowadzi kanał na YouTubie o tej samej nazwie. Wiem, że dla wielu osób „książka youtuberki” to sygnał do tego, żeby od razu się najeżyć i nabrać podejrzeń co do wartości merytorycznej tej pozycji, jednakże nie należy zapominać, że YouTube to jedynie platforma. Jakość publikowanych na niej treści zależy od autorów. Podobnie jak w telewizji, tutaj także można natrafić zarówno na kompletnie bezwartościową sieczkę, jak i na naprawdę interesujące i przydatne kanały. Zgadza się, ogromna większość tego, co można zobaczyć na polskim YouTubie, to filmy czysto rozrywkowe, nierzadko zresztą dość niskich lotów, jednak w tym zalewie pustej papki istnieją także takie kanały jak Uwaga! Naukowy Bełkot, Okiem Chemika, Po Cudzemu, SciFun czy właśnie Mówiąc Inaczej, w którym Paulina od kilku lat objaśnia internautom zasady języka polskiego, opowiada o rozmaitych językowych ciekawostkach, a także punktuje najczęściej popełniane błędy. Jeśli jeszcze nie widzieliście żadnego jej filmu, to gorąco polecam — możecie być zaskoczeni, jak wielu problemów przysparza Polakom ich własny język. Całkiem możliwe także, że sami odkryjecie, jak bardzo myliliście się w jakiejś kwestii językowej — mnie na przykład wreszcie udało się załapać regułę dotyczącą stawiania przecinka przed „czy” (która wcale nie jest taka oczywista!).

Zacznijmy może od okładki, która jest dość przewrotna, ponieważ widnieje na niej autorka w stylizacji kojarzącej się z surową panią nauczycielką. Tymczasem, jak pisze sama Paulina, nauczycielką nigdy nie chciała być i nie zamierza, ponieważ nie lubi uczyć, dzieci traktuje raczej jak kumpli niż obiekty wychowawcze, a w żakietach jej nie do twarzy (kwestia gustu, choć rzeczywiście w swoich filmach wygląda dużo młodziej). Paulina, choć niewątpliwie ma dużą wiedzę językową, popartą stopniem naukowym, nie uważa się za ekspertkę i sama podkreśla, że nie chce być stawiana w jednym szeregu obok Miodka i Bralczyka. Jednak polszczyzna to szerokie zagadnienie, wymagające złożonego podejścia, dlatego myślę, że w naszym kraju znajdzie się miejsce zarówno dla Miodka, jak i dla Pauliny. Tam, gdzie potrzebne są autorytet, lata doświadczeń i powaga, należy oczywiście zwrócić się do wybitnych językoznawców, ale kto lepiej trafi do ludzi młodych niż właśnie osoba młoda, wyluzowana, orientująca się w sprawach dotyczących ich codziennego życia, do tego publikująca swoje filmy na popularnej wśród nich platformie? Poprawność językowa to dla wielu temat dość ciężki, mało ciekawy i kojarzący się z nudnymi lekcjami w szkole, na których ktoś wbijał nam do głowy różnice pomiędzy przymiotnikiem, przysłówkiem a przyimkiem. Fajnie zatem, że jest ktoś, kto potrafi tę wiedzę przekazać w sposób atrakcyjny, ciekawy, z użyciem prostego języka, a także — co chyba jest najważniejsze — aktualnych przykładów, istotnych dla młodego pokolenia. Wiadomo bowiem, że język jest żywy i ewoluuje szybciej, niż być może chcieliby szacowni członkowie Rady Języka Polskiego, którzy nie zawsze nadążają za językowymi potrzebami. Pod tym względem zresztą język stanowi żywe odzwierciedlenie galopującej współczesności, która co rusz odkrywa coś nowego, dlatego też musi wciąż szukać nowych słów, sięgając po neologizmy i zapożyczenia. Paulina wydaje się rozumieć tę potrzebę, do zagadnień językowych podchodzi dość liberalnie, wyraźnie zaznaczając jednocześnie granicę pomiędzy językową otwartością a niechlujstwem i brakiem reguł. Bardzo cenię ją za to zrównoważone, pozbawione skrajności podejście (tautologia zamierzona).

Znowu czyta? A jeść kiedy dostanę?

Książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Część z nich skupia się na najczęściej popełnianych przez Polaków błędach, część stara się w przystępny sposób omówić najważniejsze zasady językowe, z kolei część dotyczy szerszych zagadnień, zahaczając o poważniejsze tematy, takie jak problemy z komunikacją międzyludzką (dość rzadko poruszany, a przecież poważny problem). Sama mam lekkiego fioła na punkcie poprawności językowej, dlatego niezmiernie się cieszę, że w rozdziale o błędach Paulina poruszyła dwa błędy, które rażą mnie najbardziej, czyli „bynajmniej” używane zamiast „przynajmniej” oraz okropną formę „te” w odniesieniu do rzeczowników nijakich w liczbie pojedynczej („te dziecko”, „te zdjęcie”). Nie mam zielonego pojęcia, skąd te potworki się w polszczyźnie wzięły, kompletnie nie przypominam sobie, żeby nawet najwięksi leserzy w podstawówce mieli z nimi problemy. Obawiam się, że to po prostu wirus przenoszony drogą internetową — dzisiaj mamy stały kontakt ze słowami, ludzie piszą i rozmawiają przez komunikatory codziennie, przesyłamy sobie artykuły i memy, dlatego też bardzo łatwo jakieś wyrażenie upowszechnić. A że często dany tekst jest naszpikowany błędami, to roznosi się to dalej i dalej… I efekt jest taki, że ludzie zaczynają powielać dany błąd, bo zapisał im się w głowie. Niestety, czasy, gdy słowo pisane było jakimś tam gwarantem wartości merytorycznej, dawno już minęły…

Autorka wyraźnie podkreśla także swoje zamiłowanie do języka potocznego, i bardzo ją za to cenię. Wielu językoznawców bowiem, zwłaszcza starej daty, uważa, że na co dzień powinniśmy posługiwać się polszczyzną literacką, wzorcową. Tymczasem jest to trudne, niepraktyczne, a w niektórych kręgach może wręcz uchodzić za dziwaczne i śmieszne (potrafi sobie ktoś wyobrazić piętnastolatka chcącego zaprosić kumpla na urodziny, piszącego na Messengerze „Marku, zapraszam Cię na moje przyjęcie urodzinowe”?). Oczywiście są sytuacje, w których mowa potoczna jest nie na miejscu, i Paulina wyraźnie to podkreśla, zalecając wyczucie i dostosowanie się do okoliczności. Za tę elastyczność, której większości ludzi tak bardzo brakuje, mam ochotę podać jej rękę. Albo grabę 😉

Nie brakuje w książce zabawnych fragmentów. Na przykład kiedy Paulina prezentuje poprzekręcane związki frazeologiczne (mój ulubiony to „Co się odwlecze, to się upiecze” — chyba właśnie odnalazłam moje życiowe motto ;)). Albo kiedy snuje rozważania nad postępującą anglicyzacją naszego języka. Cóż, nic nie poradzimy na to, że nasze podwórko coraz bardziej przybliża się do innych podwórek na całym świecie. Nasze kultury się przenikają i to musi znaleźć odbicie także w warstwie językowej. Oczywiście warto szukać nowych słów przede wszystkim w mowie ojczystej, jednak czasem po prostu łatwiej i praktyczniej sięgnąć po zapożyczenie, zwłaszcza jeśli dobrze brzmi i łatwo się upowszechnia. Z pewnością „lajki” zakorzeniły się już w polszczyźnie na dobre i nie ma sensu próbować ich wypierać, choć muszę przyznać, że propozycja któregoś z językoznawców, aby zastąpić je słowem „podobki”, wzbudziła mój dziki kwik 😉 Mówiłabym!

Autorka nie waha się jednak sięgać także po poważniejsze tematy, i według mnie to jest właśnie największą wartością tej książki. Nie sztuka bowiem napisać poradnik językowy, opierając się na doświadczeniach nabytych podczas nauki, i podać go w formie suchych faktów. Paulina potrafi natomiast wykorzystać swoją perspektywę polonistki do tego, aby spojrzeć na problemy współczesnej ludzkości. Moim zdaniem właśnie to czyni z niej prawdziwą humanistkę — naturalna tendencja do stawiania na pierwszym miejscu człowieka. Pisze zatem o czytaniu ze zrozumieniem, a raczej o tym, ile trudności może ono przysparzać. Rzeczywiście, czasem można odnieść wrażenie, że ludzie nie potrafią czytać, tylko przelatują teksty wzrokiem (choć w dużej mierze odpowiadają za to szalone tempo życia oraz mnogość tekstów, przez które musimy na co dzień się przebijać, dlatego też zdolność wybiórczego czytania jest bardzo przydatna). Pisze także o postępującej skłonności do językowej przesady (te wszystkie „masakry” i „umierania” — sama je stosuję, choć wiem, że powinnam z nimi walczyć). Jednak z mojego punktu widzenia najwięcej wartości kryje się w rozdziale o słuchaniu innych ludzi. To, wydawałoby się, najprostsza rzecz w komunikacji międzyludzkiej, a jednak to właśnie ona sprawia nam najwięcej problemów. Ludzie nie potrafią się nawzajem słuchać, puszczają mimo uszu coś, co druga strona usiłuje im przekazać, zniekształcają cudze słowa, przeinaczają ich sens, przypisują im intencje, których w nich nie było, co prowadzi do nieustających i niepotrzebnych konfliktów. Bardzo często mam wrażenie, że większości ludzi wcale nie zależy na tym, żeby wysłuchać drugiej strony i spróbować ją zrozumieć. Zawsze liczy się nasz przekaz, a także nasz osąd, który wyrabiamy sobie, zanim druga osoba zdąży wypowiedzieć swoje zdanie — my już i tak wiemy, co nam chce powiedzieć, więc wydaje nam się, że nie musimy jej słuchać. A to duży błąd. Szkoda, że właśnie tej sztuki — słuchania i rozumienia innych ludzi — nie uczy się nas w szkołach. Myślę, że spokojnie mogłaby zastąpić kilka lekcji wbijania nam do głowy reguł, gdzie stosujemy „ż”, a gdzie „rz” — to możemy sobie sprawdzić w pierwszym lepszym słowniku. Bardzo się cieszę, że Paulina poruszyła ten temat, ponieważ mam wrażenie, że nie poświęca mu się tyle uwagi, na ile zasługuje. No i cieszy mnie także to, że nie jestem jedyną osobą, która dostrzega ten problem.

Oczywiście może się tak zdarzyć, że książka Was zanudzi. W takim wypadku należy ją po prostu odłożyć i niczym się nie przejmować. Autorka napisała, że liczy się z tym i nie będzie mieć do nikogo pretensji.

Czytając opinie na temat tej książki, a także kanału na YouTubie, wielokrotnie natknęłam się niezbyt miłe słowa wymierzone w autorkę. Czytając je, czułam się niezbyt przyjemnie, zatem mogę się tylko domyślać, jak musiała się czuć sama Paulina (ona zresztą sama wspomina o tym w książce, otwarcie pisząc, że zdarzały jej się łzy z powodu wyjątkowo ostrej krytyki). Oczywiście to zrozumiałe, że nie każdemu styl Pauliny musi się podobać, to kwestia gustu. Rozumiem, że ktoś może się krzywić na jej potoczny język bądź też liberalne podejście do wulgaryzmów (od których autorka nie stroni, ale jednocześnie jakoś nie mam wątpliwości, że wie, kiedy z nich zrezygnować). Nie każdemu muszą się także podobać jej żywiołowość i ekspresja (choć ja akurat bardzo lubię jej energię i humor), jednakże w wielu przypadkach miałam wrażenie, że komentującym przeszkadza w niej coś innego. To, że jest kobietą. Młodą w dodatku, atrakcyjną i pewną siebie, która jasno i konkretnie wyraża swoje zdanie. Odnoszę wrażenie, że z tych wszystkich opinii, skupiających się na jej wieku, stylu i sposobie wypowiedzi, przebija niezadowolenie, że młoda babka ma czelność kogoś pouczać. W dodatku niektórzy nie potrafią wyjrzeć poza stereotyp, i sama informacja, że to „książka youtuberki”, sprawia, że kompletnie się zamykają. Wiadomo, nic na siłę. Jeżeli ktoś uważa, że żaden youtuber nie ma do przekazania nic mądrego, to trudno. Ja ze swojej strony bardzo polecam „Mówiąc inaczej” i mam nadzieję, że Paulina będzie nadal wykonywała świetną robotę, ucząc Polaków mówić poprawnie i wytykając im błędy. A obawiam się, że materiału jej raczej prędko nie zabraknie 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.