Mogielica — Beskid Wyspowy


Korona Gór Polski / wtorek, maj 5th, 2020

Nastały trudne czasy. Koronawirus zbiera swoje żniwo, a my codziennie przekonujemy się, że rzeczy, które braliśmy kiedyś za pewnik, takie jak otwarte granice czy możliwość dostania się w praktycznie każde miejsce na świecie, wcale nie są tak oczywiste. W takim momencie warto docenić to, co mamy blisko siebie. I przypomnieć sobie, że słowo „korona” może nieść ze sobą także pozytywne skojarzenia.

Na Mogielicę, najwyższy szczyt w Beskidzie Wyspowym, wybraliśmy się już ponad pół roku temu, ale dopiero teraz zebrałam się w sobie, żeby o niej napisać. Lubię jednak wracać myślami do tamtego dnia. To był idealny dzień na wycieczki w góry — środek września, bez upałów, z przyjemnym wiatrem, który towarzyszył nam przez cały czas. Jednak szczyt ten jest na tyle przyjazny, że często jest wybierany przez turystów jako cel zimowych wędrówek. Dla osób mieszkających w Krakowie i okolicach jest to także jeden z najbliżej znajdujących się obiektów z listy KGP — można tu dotrzeć samochodem w godzinę. Warto zatem wyruszyć jak najwcześniej, ponieważ parking znajdujący się na przełęczy Rydza-Śmigłego w Chyszówkach jest niewielki i w sezonie na pewno jest tu dość tłoczno.

Godzina 10 rano, wrześniowa sobota. Tego dnia nie mieliśmy problemu z parkowaniem, ale raczej nie ryzykowałabym przyjazdu tutaj w majówkę.
Nieopodal parkingu znajduje się także przystanek busa z Limanowej.
Mało klimatyczny początek szlaku.

Zielony szlak na Mogielicę zaczyna się praktycznie przy samym parkingu — wystarczy przejść przez ulicę i wejść na ścieżkę prowadzącą do lasu. Ścieżka prowadzi nas kawałek między drzewami, na chwilę staje się drogą przecinającą nieliczne gospodarstwa, a potem już całkowicie wyprowadza nas z cywilizacji. Początek szlaku jest niezwykle przyjemny i relaksujący. Pierwsze widoki pojawiają się bardzo wcześnie. Możemy je podziwiać, idąc łagodnie wznoszącą się ścieżką wśród łąk, w zależności od pory roku porośniętych różną roślinnością (we wrześniu z tutejszą zielenią przepięknie kontrastowała jaskraworóżowa wierzbówka kiprzyca).

Na szczęście szybko robi się ładnie.
Późne lato w górach ma kolor różowy.
Widoki pojawiają się bardzo szybko.

Dalej szlak zamienia się w idylliczną, płaską ścieżynkę. W oddali majaczy jakaś maleńka chatka. Niestety okazuje się zamknięta i musimy się zadowolić zaglądaniem do środka przez okienko. W środku jest kominek i kilka miejsc do siedzenia. Wygląda na idealne miejsce do przeczekania burzy. Ciekawe, kto ma do niej klucz?

Idealne miejsce na piknik.
Tajemnicza chatka strzeże swoich sekretów.
Dalsza droga przez las.
Uwaga na mokre kamienie.

Po minięciu chatki szlak zaczyna się wznosić leśną, kamienistą ścieżką, i tak mniej więcej będzie wyglądał przez resztę drogi. Powoli, ale konsekwentnie zdobywamy wysokość. Nie jest trudno, ale droga staje się dość kamienista, więc warto patrzeć pod nogi. Nie sposób się jednak nie rozglądać, bo wokół ścieżki co rusz wyrasta coś ciekawego. A to owocujące krzaczki jeżyn, a to bujne kępy paproci, a to najróżniejsze gatunki grzybów. Najpiękniejszym obiektem okazuje się rodzina muchomorów, przepięknie podświetlona promieniami słonecznymi. Z daleka trudno nam uwierzyć, że są prawdziwe.

Można by pomyśleć, że ta kępka muchomorów ma dla nas jakieś zadanie 😉
Spędziliśmy dłuższą chwilę, fotografując te niebezpieczne piękności.
Najtrudniejszy kawałek szlaku.

Jesteśmy tak zafascynowani muchomorami, że prawie nie zauważamy, że ścieżka robi się bardziej stroma. To chyba najtrudniejsze miejsce na całym szlaku. Wydaje mi się jednak, że nie jest ono tak wyczerpujące jak pierwsze podejście na Kłodzką Górę. Powoli wspinamy się po kamieniach i wkrótce drzewa zaczynają się przerzedzać. Tutaj czeka nagroda w postaci przepięknej widokowej polany. To idealne miejsce na odpoczynek i złapanie oddechu przed zdobyciem szczytu. Można też zjeść tutaj drugie śniadanie, żeby nie ciążyło w plecaku.

Jeszcze tylko kawałek…
…i jeszcze trochę…
…i wreszcie jest. Falujące morze trawy, bezkresne niebo i zasłużony odpoczynek.
Przy odrobinie szczęścia można nawet zobaczyć krążące stado kruków.

Stąd już tylko moment dzieli nas od szczytu. Musimy jeszcze tylko podejść kawałek po kamieniach i korzeniach, minąć charakterystyczną skałę zwaną Zbójnickim Stołem i wreszcie możemy postawić stopę na Mogielicy. 1170 m n.p.m. jest nasze, a jeśli chcemy, możemy się znaleźć jeszcze 22 metry wyżej i wspiąć na wieżę widokową (podobno obecnie zamkniętą z powodu remontu). Wspinaczka na wieżę nie jest może najbardziej ekstremalnym doznaniem na świecie, ale dla osób z lękiem wysokości może być nieprzyjemna. Na samej górze mocno też wieje, dlatego przyda się coś cieplejszego na ramiona. Widoki z wieży zdecydowanie są warte tego, aby jeszcze chwilę się pomęczyć. Nie wiem, jak będzie to wyglądało po remoncie, ale we wrześniu 2019 na wieży mogły znajdować się tylko trzy osoby na raz („bo może jak napiszą, że tylko trzy, to nie wyjdzie więcej niż dziesięć”, stwierdził jakiś mężczyzna siedzący na górze). Wieży z pewnością przyda się remont, zwłaszcza po zimowych wichurach. Mam nadzieję, że wkrótce zostanie otwarta i turyści znów będą mogli podziwiać piękne górskie panoramy.

Według legend to właśnie na tej wielkiej skale zbójnicy liczyli zrabowane pieniądze.
Ostatnie fragmenty szlaku.
Tym razem nie ma wątpliwości do co pasma oraz wysokości szczytu.
Po co odpoczywać, skoro można wejść jeszcze wyżej?
Górska łysinka.

Pora na stały punkt programu, czyli przybicie pieczątki do książeczki. Ta w budce jest dość wysłużona, zatem decydujemy się w drodze powrotnej przybić drugą w jednym z obiektów wyszczególnionych na oficjalnej stronie klubu KGP, czyli karczmie Baranówka w Jurkowie. Na miejscu okazuje się jednak, że już nic nie zjemy — właściciel zamyka już interes. Na szczęście pozwala nam przynajmniej użyć pieczątki. Wracamy do domu z piątym szczytem w książeczce. Zostały jeszcze dwadzieścia trzy. Oby jak najszybciej udało się wrócić na szlak…

Pieczątka podbita na samym szczycie zawsze cieszy trochę bardziej niż ta ze schroniska czy karczmy.
Kamyczek z Czupla też tu zawędrował.

Podsumowując, Mogielica to bardzo fajna góra do zdobycia. Szlak prowadzący na jej szczyt jest uczciwy — prowadzi konsekwentnie pod górę, bez ekstremalnych stromizn i sinusoidalnych zawijasów. Jest to także jeden z wyższych szczytów na liście KGP, a dość łatwo go zdobyć, zatem może stanowić niezłą motywację do budowania swojej górskiej historii. No i ta polana widokowa tuż przed końcem szlaku… Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócę. Ciekawe, czy muchomorowa załoga nadal tu będzie?

Pamiątka ze spokojniejszych czasów.

Podsumowanie

Podsumowanie
Mogielica — 1170 m n.p.m
Poziom trudności: 2/5
Suma podejść: 352 m
Szlak: zielony
Czas przejścia: 2 h
Parking: niewielki parking na przełęczy Rydza-Śmigłego (bezpłatny)
Pieczątki: budka na szczycie, karczma Baranówka w Jurkowie
Opłaty: brak