Radziejowa — Beskid Sądecki


Korona Gór Polski / piątek, lipiec 23rd, 2021

Radziejowa, mimo iż należy do wyższych szczytów w Koronie Gór Polski, jest bardzo łatwą i przyjemną do zdobycia górą, która nie powinna sprawić problemów nawet niedzielnym piechurom. Widokowy szlak z wieloma miejscami do odpoczynku, bacówka z dobrym jedzeniem na trasie, wieża widokowa na szczycie, a w sezonie także mnóstwo borówkowych polan — wszystko to sprawia, że do tego miejsca chce się wracać.

Najłatwiejszy szlak na Radziejową prowadzi z Obidzy. Myli się jednak ten, kto myśli, że wystarczy po prostu wpisać nazwę wsi w nawigacji i beztrosko ruszyć do celu. Administracyjnie Obidza znajduje się na północ od szczytu, podczas gdy my będziemy go zdobywali od południa. Sprawa z parkowaniem również jest dość skomplikowana. Jeszcze nie tak dawno parking znajdował się wyżej, już za bacówką, jednakże teraz tuż przed nim znajduje się zakaz wjazdu. Ma to swoje dobre i złe strony — rzeczywiście, brak wyżej położonego parkingu wydłuża trochę trasę, i to w niekoniecznie przyjemny sposób (spacer po betonie), jednak z drugiej strony, nie musimy się już teraz cofać do bacówki, gdyż ta znajduje się na trasie i nie sposób jej przegapić. A zapewniam, że warto ją odwiedzić, ale o tym za chwilę.

Oficjalny parking znajduje się zatem sporo niżej, w Suchej Dolinie. Jest to naprawdę spory plac, na którym raczej łatwo znaleźć wolne miejsce. Jednak od bacówki dzieli go aż 2,5 kilometra, w dodatku pod górę po asfalcie, co niekoniecznie jest dobrym początkiem wyprawy na szczyt Radziejowej. Na szczęście nie jest to jedyna opcja. Warto spróbować zostawić samochód wyżej, w punkcie oznaczonym na mapach Google jako „wiata na szlaku”. Rzeczywiście znajduje się tutaj nowoczesna wiata oraz miejsce, w którym spokojnie zmieści się kilkanaście samochodów. Rozwiązaniem jest także zostawienie auta przy drodze, choć trzeba się liczyć z tym, że jest ona dość wąska, więc dogodnego miejsca trzeba się trochę naszukać. Niektórzy parkują także na starym parkingu, już za zakazem, ale tego rozwiązania nie polecam — w końcu perspektywa mandatu to ostatnie, co powinno zaprzątać nasz umysł podczas górskich wędrówek.

W czwartkowy poranek nie mieliśmy żadnego problemu z zaparkowaniem przy wiacie.
Od wiaty czeka nas już tylko krótkie, choć intensywne podejście po asfalcie.

Według drogowskazu Bacówka na Obidzy znajduje się już tylko 300 metrów za wiatą. Jest to dobry moment, by rozruszać nogi i nabrać apetytu na śniadanie. A miejsce w żołądku niewątpliwie się przyda, ponieważ zestawy śniadaniowe są naprawdę potężne. Talerz śniadaniowy w cenie 15 złotych jest na tyle spory, że spokojnie najedzą się nim dwie osoby. Można dołożyć także omlet lub jajecznicę. Wszystko jest smaczne, dodatkowo doprawione naprawdę pięknym widokiem z tarasu. Ważna uwaga: bacówka jest otwarta dopiero od 9 rano, zatem jeśli ktoś planuje ruszyć w góry bladym świtem, to powinien zaopatrzyć się we własny prowiant.

Śniadanie z widokiem plus kompocik. Jakim cudem ten nasz narodowy napój nie jest jeszcze sławny na całym świecie?
Warto zapamiętać kolorystykę szlaku na Radziejową: czerwony – niebieski – czerwony. Przyda nam się to później.

Po solidnym śniadaniu ruszamy wreszcie w dalszą drogę za czerwono-niebieskimi znakami. Droga wiedzie betonowymi płytami w górę. Mijamy nieliczne domy, w tym między innymi domki Johnnyego, Johnyego bądź też Jonego, ponieważ pisownia jest tutaj bardzo liberalna. Johnny prowadzi też ponoć wóz, w którym można kupić serki i inne przysmaki, jednakże tym razem nie było nam dane obejrzeć jego asortymentu. Może kiedy indziej?

Johnny najwyraźniej zrobił sobie akurat wolne.
Za to mogliśmy podziwiać to cudo techniki znakomicie wpisujące się w beskidzki krajobraz.
Rozpoczynając wędrówkę, zauważyliśmy tylko jeden samotny samochód na starym, „nielegalnym” parkingu. Kiedy wracaliśmy, plac był już pełny. Najwidoczniej niektórzy uznają znaki zakazu za jedynie luźną sugestię.

Wkrótce ścieżka wprowadza nas do lasu i zaczyna się przyjemny spacer po płaskim. Szybko mijamy słupek oznaczający przełęcz Obidza i idziemy dalej wygodną ścieżką. Po lewej mamy już pierwsze widoki na trasie, a także rozległą łąkę, na której można by było odpocząć, gdyby nie fakt, że właściwie nie było się jeszcze gdzie zmęczyć. Po niecałej pół godzinie docieramy do drogowskazu z napisem Litawcowa, co oznacza, że zaraz czeka nas odbicie niebieskim szlakiem w prawo.

Przeszliśmy kawałek drogi pod górę, a wysokość widniejąca na drogowskazie jest dokładnie taka sama, jak ta przy bacówce. Coś tu jest nie tak…
Płaska, wygodna ścieżka.
Kolorowy szlak zaraz się rozplecie.
Od Litawcowej szukamy już niebieskich znaków prowadzących na Wielkiego Rogacza.

Rozdzielenie szlaków jest wyraźnie zaznaczone (z wykrzyknikiem). Zostawiamy na razie czerwoną ścieżkę i odbijamy niebieską w prawo. Robi się trochę stromiej, ale bez żadnych ekstremów. Droga staje się także bardziej kamienista. Z małymi przystankami na uzupełnienie płynów, po kolejnych trzydziestu paru minutach stajemy na szczycie Wielkiego Rogacza.

Tu należy skręcić w niebieski szlak.
Pora trochę podkręcić poziom trudności.
Mniej więcej w połowie niebieskiego odcinka znajduje się metalowy krzyż przytwierdzony do skały.
Drogowskaz Wielkiego Rogacza znajduje się poniżej jego szczytu. Jeśli zależy nam na zdobyciu góry, powinniśmy podejść jeszcze 200 metrów nieoznakowaną ścieżką.
Stąd już tylko 45 minut (w rzeczywistości nawet nieco mniej) na szczyt Radziejowej.

Od Wielkiego Rogacza ruszamy dalej znów czerwonym szlakiem. Uwaga: mamy dwie ścieżki oznaczone tym kolorem. Aby dotrzeć na Radziejową, musimy wybrać szlak kierujący się na lewo od Rogacza. Ten prowadzi nas znów wygodną, płaską drogą, do tego otoczoną krzaczkami borówek. Jeśli chcemy sobie zrobić mały postój, to jest dobry moment.

Następnie ścieżka doprowadza nas do widokowego miejsca i naszym oczom ukazują się dwie rzeczy: po pierwsze, szczyt Radziejowej z widocznym dachem wieży widokowej w tle, po drugie, przełęcz, na którą musimy najpierw zejść, aby potem nadrobić straconą wysokość stromym spacerem. W tym miejscu drzewa są dość mocno przerzedzone, co pozwala nam obserwować zachwycającą panoramę Beskidów po lewej stronie.

Choć wędrówki po górach latem często wiążą się z upałami, burzami i tłokiem, mają także jedną bezapelacyjną zaletę: borówki!
Musimy teraz stracić trochę wysokości, po to by za chwilę znów z mozołem ją odzyskać.
Ci, którzy nie chcą się wspinać na wieżę, również dostaną swoje widoki.

Ścieżka w dół doprowadza nas wreszcie do przełęczy Żłobki, skąd rozchodzą się szlaki. Jeśli chcemy zdobyć Radziejową, czeka nas teraz najtrudniejsze dwadzieścia pięć minut. Podejście robi się coraz bardziej strome, prowadząc początkowo zalesioną ścieżką pełną wystających korzeni, a następnie dość wymagającą, kamienistą ścieżką. Kamienie są dość zdradzieckie i trzeba ostrożnie stawiać stopy, żeby po nich nie zjechać, ale nie jest to nic, z czym nie dałby sobie rady przeciętny przedstawiciel gatunku komputernik leniuszek o niezbyt wyrobionej kondycji. A jeśli potrzebny jest postój, to zawsze można go usprawiedliwić podziwianiem krajobrazów bądź też poczęstunkiem przy borówkowych krzaczkach.

Drogowskaz na przełęczy nie podaje już czasu, a jedynie odległość w metrach. Od tej pory czeka nas 800 metrów drogi oraz 160 metrów przewyższeń, aby stanąć na Radziejowej.
Cień drzew oraz wystające korzenie ułatwiają wspinaczkę.
Końcówka szlaku jest najtrudniejsza. Kamienie są dość chybotliwe i łatwo uciekają spod nóg. W wilgotniejszą pogodę na pewno przydadzą się tu kijki.

Zaraz za tablicą oznajmującą, że znajdujemy się w rezerwacie przyrody Baniska, wyłania się nam kształt wieży widokowej. Oznacza to, że jesteśmy już na szczycie. Jest on zalesiony i nie oferuje żadnych interesujących widoków, za to można sobie tutaj usiąść i odpocząć. Ci, którym zależy na rozległych panoramach okolicy, powinni stanowczo skorzystać z niedawno odnowionej wieży. Konstrukcja wygląda na solidną, wieża nie trzeszczy przy wchodzeniu, barierki są też na tyle wysokie, żeby minimalizowały dyskomfort przy wchodzeniu. Jeśli ktoś nie ma naprawdę poważnego lęku wysokości, to polecam, bo widoki są warte tych dodatkowych kilkunastu metrów wspinaczki.

Na Radziejowej znajduje się także sporych rozmiarów tablica, do której przytwierdzona była mała skrzyneczka z pieczątką. No właśnie, była, ponieważ kiedy ruszyliśmy uzbrojeni w nasze książeczki, z konsternacją odkryliśmy, że skrzyneczka uległa dezintegracji i pod tabliczką znajduje się tylko jej fragment, w dodatku bez pieczątki. Na szczęście zguba szybko odnalazła się na kamieniu tuż obok. Pieczątce jednak na pewno przydałby się nowy tusz.

Jak zwykle, istnieje rozbieżność co do wysokości szczytu. Tabliczka na Radziejowej podaje wysokość 1262 m n.p.m., z kolei źródła internetowe wskazują na 1266,5 m n.p.m. Przynajmniej tyle, że tym razem nie ma wątpliwości co do samego szczytu — Radziejowa bezapelacyjnie jest królową tego pasma.
Nawet jeśli podejście pod szczyt nas wymęczyło, warto pokonać jeszcze te kilka pięter.
W bezchmurne dni podobno można zobaczyć stąd Tatry. Ale nawet w mniej sprzyjających warunkach widoki są niesamowite.
Na dole spokojny, ciepły wietrzyk, na górze już konkretnie wieje.
Skrzyneczko, kto ci to zrobił?
Reszta skrzyneczki wraz z cenną zawartością.

Ponieważ nie bardzo mamy jak zatoczyć pętlę do parkingu, ruszamy w drogę powrotną po swoich śladach. Najpierw czeka nas więc strome zejście, podczas którego mocno uważamy, żeby nie zjechać po kamieniach. Potem z kolei musimy znów wdrapać się kawałek do góry od przełęczy, ale po zdobyciu Radziejowej jest to już małe piwo. Idąc, już planujemy, co zjemy w bacówce na obiad. Nie ruszyliśmy w ogóle naszego prowiantu, zachęceni rozbudowanym jadłospisem. Nawet nie zauważamy, kiedy znana już ścieżka zamienia się w betonowe zejście do schroniska.

W bacówce, mimo pory obiadowej, tłumów jeszcze nie ma. Zjawią się dopiero za chwilę, kiedy my będziemy już jeść obiad. Placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym są warte wszelkich pochwał. Znikąd pojawia się także bardzo przymilna kotka, która pomaga w zjedzeniu fileta z kurczaka. Szkoda, że nie mam już więcej miejsca, bo chętnie spróbowałabym, jak smakuje tajemniczy „przysmak pastucha”. W menu są też między innymi pierogi z jagodami oraz szarlotka, tak więc mam nadzieję, że kiedyś jeszcze tu wrócę, by tego wszystkiego spróbować oraz porównać z innymi górskimi miejscówkami. Na razie Bacówka na Obidzy ma u mnie duży plus zarówno za jedzenie, jak i widoki, a także za darmową toaletę, co zwykle nie jest standardem w takich miejscach. O wpół do trzeciej po południu wracamy już do domu krętą drogą ku Piwnicznej-Zdrojowi. I tak oto ćwierć Korony Gór Polski jest już za nami. Mam nadzieję, że nie będzie to jedyny szczyt z listy zdobyty w tym roku…

W drodze powrotnej czeka nas jeszcze pagórek do zdobycia.
Łąka w sam raz na odpoczynek.
Bacówkowy jadłospis.
Bardzo satysfakcjonujące placki z sosem.
Oswojona kotka aktywnie towarzyszy nam w obiedzie.
Kamyczek z Pienin znalazł swoje miejsce w Beskidzie Sądeckim.

Podsumowanie

Radziejowa — 1262 m n.p.m. (według Wikipedii 1266,5 m n.p.m.)
Poziom trudności: 2/5 (porównywalnie z Czuplem czy Mogielicą; jedynie ostatnie podejście wymaga trochę większej uwagi)
Suma podejść: 521 m
Szlak: czerwony do bacówki, następnie czerwono-zielony, czerwono-niebieski, niebieski na Wielkiego Rogacza i w końcu czerwony na Radziejową
Czas przejścia: niecałe 2 h
Parking: najlepszą opcją jest parking oznaczony na mapach Google jako „wiata na szlaku”. W razie braku miejsca należy szukać parkingu niżej, w Suchej Dolinie. Obydwa parkingi są darmowe.
Pieczątki: skrzyneczka na szczycie (o ile przetrwa), Bacówka nad Obidzą
Opłaty: brak