Skrzyczne — Beskid Śląski


Korona Gór Polski / poniedziałek, 18 września, 2023

W Koronie Gór Polski znajdują się zarówno szczyty, przy zdobywaniu których trzeba się nieźle namachać, jak i takie, które są bardzo łatwo dostępne. Skrzyczne należy do tej drugiej kategorii — górę tę może bez problemu zdobyć nawet największy leniuch.

Skrzyczne to najwyższy punkt w paśmie Beskidu Śląskiego. Te okolice pokochałam już dawno temu, gdy odkryłam piękno Jeziora Żywieckiego, malowniczo odcinającego się od pagórków porośniętych szmaragdowymi lasami. Miłość tę scementowało zdobycie Czupla, do którego wciąż chętnie wracam. Kiedy zatem wyruszyliśmy na podbój Skrzycznego, cieszyłam się na ponowne spotkanie z tym regionem. Już sama podróż z Krakowa poprzez Wadowice, Andrychów oraz okoliczne wioski jest bardzo malownicza. Bardzo lubię podziwiać ładne domy, a te na tle tamtejszych pagórkowatych krajobrazów prezentują się urzekająco, zatem warto odpuścić sobie zatłoczoną Zakopiankę i wybrać właśnie tę trasę.

Do Szczyrku, naszego punktu startowego, docieramy około 10 rano. Jest sobota, wakacje, słoneczny dzień, więc spodziewamy się gorączkowego poszukiwania miejsca do zaparkowania, ale nic takiego nie ma miejsca. Szczyrk jest pełen parkingów, a kilka z nich znajduje się nawet przy samym początku szlaku. Samochód można zostawić albo na dużym placu obok skrzyżowania ulicy Myśliwskiej w Dębową, albo też zdecydować się na prywatne parkingi oferowane przez tutejszych mieszkańców. My wybieramy drugą opcję — cena jest taka sama, a dzięki temu mamy okazję przez moment podziwiać dwa piękne koty. Od tego punktu niebieskim szlakiem ruszamy na podbój Skrzycznego.

Miejscowość jest doskonale przystosowana, by pomieścić tłumy odwiedzających.

Szlak na szczyt jest prosty jak konstrukcja cepa. Wspina się pod górę mozolnie i żmudnie, bez żadnych zaskoczeń. Początkowo wiedzie głównie przez las, jak to zwykle bywa. Gdzieniegdzie nasza ścieżka przeplata się z trasą wyciągu krzesełkowego. To jest właśnie to, o czym pisałam na samym początku — Skrzyczne to jedna z tych gór, które można zdobyć w całości bez najmniejszego wysiłku, wyjeżdżając pod samą górę wyciągiem. Żółte huśtawki kołyszą się, powoli wjeżdżając na szczyt. Chwilami szlak wyłania się na moment z lasu, żeby zaprezentować nam próbkę beskidzkich widoczków, a potem znów znika wśród drzew, dając nam odpocząć w leśnym cieniu. Cały czas jednak biegnie dość jednostajnie pod górę.

Trochę słońca, trochę cienia, trochę górskiego błotka i trochę zmęczenia.
Wszystko fajnie, ale co tam robi rower?
Chwilami trzeba się nieco napracować.
A cóż to za chatka?
Do baru to może nawet i szybciej pójdzie 😉
Albo i nie. Jak można się spieszyć, kiedy są borówki?
Tymczasem pogoda wciąż nie może się zdecydować.

I tak oto, mniej więcej w połowie drogi, docieramy do bardzo interesującej polanki znanej jako Jaworzyna. Znajduje się tutaj środkowa stacja wyciągu, można tu także skorzystać z bogatej oferty kulinarnej. Jest bacówka z oscypkami i grill-bar, a dla wymagających nawet taki przybytek jak Hilton u Józka. Jeżeli ktoś przycebulił i wziął swoje własne śniadanie, może teraz za darmo klapnąć wśród traw i chłonąć widoki. A te są naprawdę warte zatrzymania się na dłużej, nawet pomimo hałasów dobiegających z budynku wyciągu („…Przygotuj się do zdjęcia! Uśmiechnij się! Zdjęcie za 3…2…1…”).

Środkowa stacja wyciągu.
Kto by się spodziewał takich luksusów na szlaku…
Jest w czym wybierać!
Warto się tu zatrzymać dla samych widoków.

Po uzupełnieniu sił wracamy do naszej wędrówki. Niebieski szlak nieubłaganie wspina się dalej pod górę. Coraz mniej cienia i drzew, za to coraz więcej stromych podejść. Na szczęście widoki wynagradzają wysiłek i stają się pretekstem do częstych odpoczynków. Wkrótce docieramy do miejsca zwanego Kaskadą, a następnie szlak prowadzi nas po wąskich kamieniach między zaroślami. Kiedy znów wychodzimy na bardziej otwartą przestrzeń, po lewej stronie rozpościera się widok na Jezioro Żywieckie.

Szlak ani myśli zrobić się mniej stromy.
Jeszcze trzy kwadranse wędrówki.
Szlak znowu wprowadza nas w leśną gęstwinę.
Tęsknię za kajakami…
Pod samym szczytem.

I wreszcie, po około godzinie wędrówki od hali widokowej wita nas nieco industrialny szczyt Skrzycznego. Znajduje się tu górna stacja kolejki, taras widokowy oraz sporych rozmiarów schronisko. Można tu zjeść takie specjały jak pierogi z jagodami, bigos czy kromka ze smalcem i ogórkiem kiszonym. Przy wietrznej pogodzie niegłupim pomysłem będzie też kubek herbaty z rumem. Jeszcze tylko zdjęcie do książeczki i zaczynamy rozważać, czy lepiej będzie wracać pieszo, czy może warto szarpnąć się na zjazd wyciągiem. Decyzję podejmują za nas zbliżające się chmury. Nie chcąc moknąć w drodze powrotnej, kupujemy bilet na zjazd do Szczyrku. Tanio nie jest, bo bilet w jedną stronę kosztuje 54 zł — dużo bardziej opłaca się wydać 69 zł na jazdę w obie strony, choć wtedy kompletnie pozbawiamy się przyjemności ze zdobywania szczytu. Jednakże krzesełka wyglądają tak zachęcająco, że żal byłoby nigdy nie skorzystać z takiej okazji. Widoki z góry są przepiękne, a miarowe kołysanie kolejki wręcz usypia. Po krótkim czasie docieramy na dół i aż trudno uwierzyć, że na pokonanie tego samego odcinka w górę potrzebowaliśmy aż dwóch godzin.

Różnorakie konstrukcje ciekawie kontrastują z dzikością natury.
Można tu podziwiać także i takie dzieła.
Miejsca do wypoczynku jest sporo.

Skrzyczne raczej nie jest szczytem, który na długo zapisze mi się w pamięci, lecz mimo to nie należy go lekceważyć — jest to po prostu solidny kawał wędrówki oferujący piękne widoki na urzekające krajobrazy Beskidu Śląskiego oraz Żywieckiego. To, jak bardzo się w trakcie jego zdobywania zmęczymy, zależy już tylko od nas.

Kamyczek ze Śnieżki wyraźnie wyróżnia się na tle swoich nowych kolegów.
Wreszcie i my możemy się pobujać na tych huśtawkach!

Podsumowanie

Skrzyczne — 1257 m n.p.m.
Poziom trudności: 2/5 (chwilami nieco stromo, ale bez żadnych ekstremów)
Suma podejść: 715 m
Szlak: niebieski
Czas przejścia: ok. 2 h z lekką górką
Parking: parkingi w Szczyrku przy samym początku szlaku, np. parking Zbójnik lub parkingi prywatne
Pieczątki: stacja kolejki linowej; schronisko na szczycie
Opłaty: –

A my mamy takie widoki codziennie!